kicz
Link :: 06.08.2009 :: 07:36
Erykah Badu i Janelle Monae na plaży na wyspie Governors Island.

Widziałem już Erykah Badu trzy razy w Nowym Jorku. Pierwszy raz na plenerowym koncercie w Prospect Park na Brooklynie razem z Queen Latifah i Jill Scott, później w niesamowitej Radio City Music Hall oraz na kolejnym plenerowym (darmowym, co istotne) koncercie w czarniuteńkim Brooklynie. Wczorajszy koncert był również plenerowy, ale zupełnie inny, niż wszystkie pozostałe. Zorganizowany na Governors Island, wyspie, która przez długie lata była jednostką wojskową, potem bazą straży przybrzeżnej aż w końcu została sprzedana Mieszkańcom Miasta Nowy Jork za symbolicznego dolara i przekształcona w park. Jedno z moich ulubionych miejsc latem w Nowym Jorku.
W normalne dni, ostatni prom z wyspy wraca na Manhattan o 5 po południu, nidgy więc nie byłem tam po zmroku. Wszystko zmieniło się wczoraj.
Popłynęliśmy promem o 6 wieczorem, zgadzając sie na wszystkie zasady, przestrogi i zakazy. Organizacja koncertu była dość średnia, ale biorąc po uwagę, iż był to dopiero pierwszy z serii letnich koncertów, było OK. Co prawda wszystko było zabronione (fotografowanie, wnoszenie czegokolwiek służącego do jedzenia, picia lub skrzywdzenia kogokolwiek, wychodzenie poza teren koncertu, siadanie w niedpowiednich miejscach...) ale z czasem okazało się, że reguły są dość płynne.
Erykah Badu zagrała dwugodzinny koncert pełen śpiewu, krzyku, tańca i dość intensywnej pro-murzyńskiej propagandy. I mimo, że nie rozumiem całej tej "biali są źli i zawsze nas, czarnych prześladowali" filozofii, i mimo, że zarabiająca miliony dolarów, wyglądająca jak góra diamentów Erykah jest dość mało wiarygodna śpiewając, że właśnie urodziło jej się dziecko i potrzebuje większego mieszkania i wsparcia tatusia, bo ona biedna a dzieci nigdy nie pójdą na studia i skończą jako dilerzy narkotyków, potrafi ona dać naprawdę niesamowity show.
Zaśpiewała zestaw obowiązkowy hitów ze wszystkich płyt przeplatany bardzo długimi improwizacjami, nowymi piosenkami oraz szaleńczą ilością coverów (Michael Jackson, Ice Cube i masa raperów ze Wschodu i Zachodu, o których nigdy nie słyszałem, a których teksty piosenek cała publiczność znała na pamięć po pierwszej nucie).

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



Jednakże zanim na scenę weszła Erykah, koncert zagrała Janelle Monae. Ta maleńka dziewczynka z Kansas z wielkim głosem i wielką fryzurą weszła na scenę na ramionach asystenta i oszalała. Jej koncert jest trochę jak oglądanie przedstawienia na Broadwayu, trochę jak lekcja plastyki, trochę jak taneczna rewia. Pokłady energii posiada ona wręcz niewyobrażalne, tańczy niemal bez przerwy, a jak nie tańczy, to zlbo maluje, albo stoi na wyższym od siebie krześle, śpiewając przejmującą balladę. Ubrana w czarno-biały uniform, w swojej charakterystycznej fryzurze jest po prostu n i e s a m o w i t a !

Dawno już nie byłem na takim koncercie, gdzie po występie pierwszego artysty, myślałem, że gwiazda wieczoru będzie słabsza niż zespół rozgrzewający publiczność, po czym gwiazda po prostu rozwaliła wszystkich na kawałki. 6 godzin zajebistej masakry!

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket

I jeszcze parę zdjęć z BrooklynVegan:

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



That's all.



Komentuj (2)


Link :: 23.08.2009 :: 05:32
Rodzinne wakacje, dzień 1szy - Chicago

Tak naprawdę, to dzień przedstawiony tutaj jako pierwszy, jest dniem drugim. Pierwszy bowiem zaczął się od śniadania w Nowym Jorku, normalnie, z bagietką, serkiem, szyneczką i tak dalej. A dalej było troche gorzej. Jedna godzina i jeszcze pół horroru na lotnisku, przesłuchań, a dokąd, a z kim, a jak to... A potem happy end, będący rzecz jasna szczęśliwym początkiem wakacji rodzinnych (nietrzęsący lot, spotkanie rodzinne, łzy, wzruszenia, wynajmowanie samochodu, żołądkowa gorzka w pokoju hotelowym i niekończące się hostorie).

Dzień drugi więc, który tutaj przyjmuję za dzień pierwszy obejmował szwędanie się po zajebistym Chicago. Zajebistym, bo naprawde pięknym i, jakoś tak, monumentalnym, ale nowoczesnym w jednym. I tych wielkich budynków jakoś tak strasznie dużo, a pan opowiadający o nich wszystkich wiedział wszystko o wszystkim, no i ta zawrócona rzeka, ten megazajebisty Millenium Park itd...

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



That's all.


Komentuj (0)


Link :: 24.08.2009 :: 18:34
Rodzinne wakacje - dzień 2, z Chicago do Wooster

Wyjeżdżając z pięknego Chicago pojechaliśmy zobaczyć słynne, brzydkie i smutne Jackowo, czyli polską dzielnicę skupioną dookoła bazyliki św. Jacka. I tu rozczarowanie maksymalne. Spodziewałem się Polski, wszystkiego na biało i czerwono, orzeł na orle, flaga na fladze, Żywiec i kaszanka. Tymczasem, ulice puste, jakieś dwa sklepy, restauracja Czerwone Jabłuszko, Usługi Różne... No generalnie nuda. Po Greenpoincie, Jackowo wydaje się ledwo istnieć.
Kościół natomiast słynny, to już zupełnie inna bajka. Wszystko wielkie, ale nie za bardzo. Papieża pomnik prześmieszny - wygląda jakby zjeżdżał na nartach, ale bez nart, tak po prostu zsuwał się po równi pochyłej, wielkie plakaty antyaborcyjne, pismo Katolik, publiczne ubikacje w kościele, dom proboszcza wypasiony. Ale moją ulubioną akcją były wspaniałe marmurowe kolumny, które okazały się być obite płytami wymalowanymi w marmurowy wzorek! Ha!

Potem do Warsaw, Indiana. Miasteczka nazwanego na cześć pana Kościuszki, miasteczka, w którym w sumie niczego nie było, poza zbiorowym pomnikiem wszystkich wojen amerykańskich, sądem ładnym z zewnątrz i mniej ładnym w środku i Pizza Hut.

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



That's all.

Komentuj (0)


Link :: 26.08.2009 :: 05:55
Rodzinne wakacje - dzień 3, Ohio i Amisze
Bardzo cieszyłem się na odiwedziny u Amiszów, bo jeszcze z Hershey pamiętam, jak to przyjeżdżali w swoich zabawnych ubraniach i parkowali bryczki na parkingu. Poczytałem trochę w internecie i dowiedziałem się sporo na temat religii, zwyczajów, ubrań itd. W mojej głowie więc, kraina Amiszów jawiła się jako oaza spokoju i braku słupów podtrzymujących kable z prądem, gdzie panie sprzedają organiczne brzoskwinie przy drodze a panowie pracują w polu (bez, rzecz jasna, traktorów itd). Wszyscy mówią w Pennsylvania Dutch i nikt nie ma komórek.
Jakże wielkie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że żadnych brzoskwiń, żadnego egzotycznego języka, a sporo komórek, zegarków i butów Nike. Do tego masa zupełnie nieprzydatnych, dość ohydnych ozdóbek ogrodowych i laleczek ...
Mam więc wrażenie, że oni wszyscy przyjeżdżają do pracy samochodami w dżinsach i t-shirtach, potem przebierają się w swoje tradycyjne stroje, a po pracy jadą do McDonald's (co z resztą na własne oczy widziałem) na kolację.
No ale przynajmniej zwiedziłem Amerykański sąd w Amerykańskim Berlinie a zajebista Amerykańska pani opowiedziała wszystko i odpowiedziała na wszystkie pytania.


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



That's all.

Komentuj (0)


Link :: 30.08.2009 :: 04:59
Rodzinne wakacje, dzień 4 - Cleveland

Cleveland w Ohio było chyba jednym z pierwszych miast w Stanach, o których usłyszałem. Wszystko za sprawą mojego wujka, który na początku lat 90tych jeździł tutaj na szkolenia i przywoził komputery, syrop klonowy i amerykańskie monety i banknoty, które były dla mnie synonimem najbardziej światowego życia, jakie mogłem sobie wyobrazić a samo Cleveland zdawało mi się być najbardziej amerykańskim miejscem w Ameryce.

20 lat później wylądowałem w czarodziejskim Cleveland ze wspomnianym wujkiem i w ogóle z rodziną. Plan był taki, że jedziemy zobaczyć Centrum Badań NASA, potem Muzeum Rock and Rolla a potem się zobaczy. Już na wstępie przekonałem grupę, żebyśmy nie jechali do muzeum Rock and Rolla, bo w sumie ani mi, ani (jak się później okazało) pozostałej części grupy, nie zależy. Plan więc skurczył się do NASA. NASA jednak okazała się być bardzo niegościnna i, najzwyczajniej w świecie, nie wpuszczono nas ponieważ nie jesteśmy amerykańskimi obywatelami.

Była więc godzina 9 rano a my nie mieliśmy żadnego planu. No i zaczęło się.

Cleveland jest puste, przebudowywane i zamknięte. Dosłownie. Na ulicach ani żywej duszy. Ulice pozamykane z powodu remontów. Muzea, sklepy i wystawy pozamykane bez powodu.

I wtedy w wikipedii przeczytałem o polskiej dzielnicy w Cleveland, która nazywa się Warszawa, ma kościół i jakiś zakątek z polskimi sklepami i ośrodkami polonijnego życia. Pojechaliśmy więc do Warszawy, a im dalej od centrum, tym więcej zdewastowanych, opuszczonych, smutnych domów, pozamykanych sklepów, dziurawych ulic. Znaleźliśmy polski kościół - rzecz jasna, zamknięty. Znaleźliśmy polski sklep - nikt nie mówił po polsku. Znaleźliśmy polskie delikatesy z bufetem obiadowym, gdzie mówiące po polsku Rosjanki przeglądały polskie Bravo, słuchały rosyjskiego disco i sprzedawały kabanowy. Z zupełnie niewiadomych dla mnie powodów grupa postanowiła zostać na obiad i spróbować bufetu. Bufet składał się z sześciu potraw: (najgorszych na świecie) gołąbków, (zupełnie bezsmakowego) bigosu, (tłustej i ohydnej) kiełbasy w sosie z papryką, (zimnych) pieczonych ziemniaków, (rozgotowanej, jałowej, megatłustej) pasty alfredo oraz (nawet nie spróbowałem tak strasznie wyglądających) smażonych skrzydełek. Myślę, że nie przesadzę, jesli powiem, że było to jedno z najbardziej obrzydliwych doświadczeń kulinarnych mojego życia.

Najedzeni i obkupieni w gazowaną wodę pojechaliśmy w kierunku Jamestown przez piekne Ohio.

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket



That's all.



Komentuj (0)


Link :: 30.08.2009 :: 05:51
Rodzinne wakacje, dzień 5 - Niagara Falls

Duuużo wody. Duuużo śmiechu. Duuużo grubych ludzi. Duuużo imigrantów z Indii.
Ameryka.

Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket


Photobucket

Photobucket

That's all.

Komentuj (0)


-------------
Skype pepenyc Flickr Poluchowicz FaceHunter Fashionista AbdulLagerfeld TheSartorialist TheStyleGuy TheCut
-------------

2017 --> sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2016 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2015 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2014 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2013 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2012 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2011 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2010 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2009 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2008 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2007 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2006 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2005 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń
2004 --> grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec